Marek  S.

Świadectwa OR II st. w Międzywodziu

Szczęść Boże. Nazywam się Ewa wraz z mężem Dominikiem i dwoma synami Janem i Filipem uczestniczyliśmy na rekolekcjach II stopnia Oazy Rodzin w Międzywodziu. Bóg działa w różny sposób przez swoje Słowo, sakramenty, drugiego człowieka. Tak był obecny u mnie na rekolekcjach. Podczas Namiotu Spotkania- modlitwy osobistej z Pismem Świętym Jezus pokazywał mi moje niewole, z których chce mnie wyciągnąć. Jedną z nich to mój strach przed opinią, oceną drugiego człowieka. Powodował, że paraliżował mnie, bałam się porażki i męczył długim rozmyślaniem. Podczas sakramentu pokuty oddałam tą moja niewolę i inne, który powodowała wiele grzechów. Była to spowiedź generalna, która wlała we mnie pokój, radość w to, że nie będzie łatwo wyjść z niewoli, ale będzie ze mną Jezus, który walczy i chce żebym zwyciężyła. Przez drugiego człowieka Jezus- pokazał mi że to jest czas aby na rekolekcjach poruszyć  temat tabu w naszym małżeństwie, który niszczy nasze małżeństwo i naszą jedność. Nie chce już ładować akumulatorów na rekolekcjach. Chce być ciągle podłączona do Jezusa, który jest moja elektrownią. Chwała Panu!!!

                                                                                    Ewa Borkowska z Wrocławia

W tym roku nie planowaliśmy jechać na 15-dniowe rekolekcje. Pamiętaliśmy z OR I st. jak trudno było zdążyć na poszczególne punkty programu, a także jak przyjemnie spędziliśmy zeszłoroczne rekolekcje tematyczne. Od 3 tygodni szukałam tych krótszych, „przyjemnych” rekolekcji, niestety nie mogłam znaleźć organizowanych w terminie zaplanowanego urlopu. W trakcie spotkania z Agnieszką (z naszego Kręgu), kiedy opowiadała mi o swoich poszukiwaniach OR II st., powiedziałam jej, że ja na „dwójkę” nie pojadę, chyba że Aida i Tadeusz (także z naszego Kręgu) będą organizować OR II st. nad morzem, w zachodniej części wybrzeża (żeby krócej jechać z dziećmi) i w I poł. sierpnia (bo wtedy mamy urlop). Kiedy kilka dni później, na spotkaniu Kręgu, Aida powiedziała, że zaczyna przygotowywać „dwójkę” w Międzywodziu w terminie naszego urlopu, bardzo się zdziwiłam. Podałam przecież konkretne warunki i wszystkie zostały spełnione. Cóż mogłam zrobić?! Powiedziałam mężowi, że jedziemy i zapisałam nas. W ten sposób Pan Bóg najpierw doprowadził nas na rekolekcje II stopnia, a następnie dał nam je głęboko przeżyć.

W Międzywodziu mocno doświadczyłam Bożego dotknięcia na Namiotach Spotkania. Jeszcze przed wyjazdem, od dłuższego czasu, miałam problem z modlitwą osobistą. W pierwszym dniu rekolekcji na Namiocie Spotkania czułam się „nieswojo”, przeczytałam fragment Pisma Św. kilkakrotnie i żadne „słowa” do mnie nie przemawiały. Jednak w tamtej chwili, Pan Bóg wlał w moje serce ogromne pragnienie usłyszenia, co chce mi powiedzieć i zaczęłam prosić o dar modlitwy. Drugi namiot wyglądał podobnie jak pierwszy: czytałam i prosiłam. Ale już trzeciego dnia otrzymałam łaskę słyszenia, co Bóg mówi do mnie. Tamtego dnia powiedział, że: „A ktokolwiek chciał się zwrócić do Pana, szedł do Namiotu Spotkania…” (Wj 33,7.2) – dotarło do mnie, że każdy, więc i ja mogę przychodzić do Niego ze wszystkimi słabościami, obawami i trudnościami. W kolejnych dniach zwracałam się do Boga, a On mówił do mnie.

Razem podczas tych rekolekcji szczególnie przeżyliśmy modlitwę małżonków przed Najświętszym Sakramentem, moderowaną przez Parę prowadzącą. Przy blasku świeczek, mogliśmy wrócić wspomnieniami do początków naszego związku, a także powiedzieć sobie nawzajem wiele ciepłych słów.

Kolejne niesamowite doświadczenie wiąże się z innymi Uczestnikami. Już po pierwszych dniach Oazy czuliśmy się bardzo dobrze w towarzystwie innych małżeństw biorących udział w rekolekcjach: życzliwych, niezwykle otwartych na spotkaniach małej grupy, radosnych w trakcie wspólnych zabaw na pogodnych wieczorach. Jesteśmy w Domowym Kościele od kilku lat i po raz pierwszy tak mocno doświadczyliśmy wspólnoty. Cieszyliśmy się, że w takim towarzystwie możemy przeżywać rekolekcje. Niestety pod koniec 9 dnia skręciłam kostkę. Do naszego pokoju, zaczęli przychodzić Uczestnicy z różnymi lekami, maściami i modlitwą. Znalazła się także lekarka, a po dwóch dniach zgłosiła rehabilitantka. Ponieważ ciężko było mi chodzić po schodach (mieszkaliśmy na II piętrze) to spotkanie małej grupy odbyło się w naszym pokoju – jedno małżeństwo wniosło wózek z małym dzieckiem. Jestem bardzo wdzięczna za każdą okazaną pomoc,wsparcie i modlitwę.

Z rekolekcji wracaliśmy z pokojem w sercu, pełni ufności, że z pomocą Bożą i dobrych ludzi, których On stawia na naszej drodze, podołamy nowym zadaniom, jakie nas czekają w kolejnych miesiącach (a przed wyjazdem mieliśmy wiele obaw).

Noga dochodzi do siebie, a Oazę II stopnia wspominamy jako cudowny czas modlitwy, odbudowania jedności małżeńskiej, wspólnych rozmów. To czas przeżyty w najlepszym towarzystwie, z kochającymi się małżeństwami i z nieocenionym kapłanem, którego słowa pomogły uświadomić nam, że jako małżeństwo otrzymaliśmy od Boga dwa wspaniałe dary: Sakrament Małżeństwa i Sakrament Eucharystii, z mocy których możemy czerpać każdego dnia. Chwała Panu!

Ania i Leszek z diecezji wrocławskiej

Udało mi się namówić męża na rekolekcje OR II st. Bardzo nie protestował ale nie był zbyt chętny. Pewnego dnia dostaliśmy maila od pary prowadzącej rekolekcje, że jak ktoś nie ma  codziennego namiotu spotkania to nie powinien przyjeżdżać na rekolekcje II stopnia. Jak to usłyszał mój mąż to bardzo się zbulwersował i stwierdził, że to może jednak nie są rekolekcje dla nas. Musieliśmy odbyć parę długich rozmów aby na nowo odzyskał chęć uczestnictwa w OR II st (plus modlitwa za niego). Tuż przed rekolekcjami rozchorowała się córka. Dostała antybiotyki ale mimo to postanowiliśmy, że pojedziemy . W końcu czekaliśmy na tę możliwość wyjazdu 4 lata. Pierwszy stopień odbyliśmy jeszcze bez dzieci i rzeczywiście można było w pełni uczestniczyć we wszystkich punktach programu. Przyjeżdżając na OR II° miałam pewną wizję tego pobytu. W związku z tym, że córka miała w tym czasie 4,5 roku a syn niecałe 3 lata myślałam, że obydwoje będą spędzać czas w diakonii wychowawczej, jednak pozostawienie syna z obcymi ludźmi spełzło na niczym. Syn pozostał przy nas. I jak to bywa nieraz był grzeczny a czasami marudził. Kryzys u mnie nastąpił już 3 dnia pobytu. Byłam zła i wkurzona, że nie mogłam w większym stopniu uczestniczyć w poszczególnych punktach programu, bo córka dostała wysokiej temperatury. Pojechaliśmy z nią do Kamienia Pomorskiego w celu wykonania badań. Dodatkowo musieliśmy  zamieniać się z mężem  i siedzieć z nią w pokoju. Trwało to ok. 2 dni. Temperatura sama spadła. Kolejny kryzys przyszedł pod koniec pobytu kiedy to syn zagorączkował i znowu któreś z nas musiało  siedzieć w pokoju z dzieckiem.

Były to  dla mnie trudne rekolekcje. Czułam żal, że nie mogę w pełni uczestniczyć  w rekolekcjach. Pewna osoba powiedziała mi, że może Pan Jezus przygotował dla mnie, na tę chwilę, tylko tę część, która jest mi teraz najbardziej potrzebna.

Na tych rekolekcjach odkryłam brak cierpliwości w życiu, w różnych aspektach. Przypomniały mi się sytuacje, w których Pan Jezus uczył mnie cierpliwości, np. czas oczekiwania na dziecko, trwało to około roku i dla mnie było to bardzo długo. W tym czasie w intencji poczęcia odmawiałam Nowennę Pompejańską i się udało – po skończonej nowennie okazało się, że jestem w ciąży. Szukanie pracy po studiach – trudny okres. Po kilkunastu miesiącach znalazłam pracę w zawodzie, ale to nie było miejsce, w którym mogłabym się rozwijać, więc przez kolejne 2 lata szukałam pracy. Co jakiś czas osobiście zanosiłam  swoje dokumenty aplikacyjne do pracodawców a raz w miesiącu, co miesiąc wysyłałam maile, było tego dużo, ok. 40 maili. I taki był odzew. Jak ktoś odpisał to był cud ale zaznaczając, ze nie potrzebują pracownika. Dodawało to nadziei, że chociaż ktoś czyta moje maile. Pewnie  odpisywał z powodu mojego natręctwa abym więcej nie pisała. A teraz uczy mnie cierpliwości przez  dzieci i męża  flegmatyka.  Całe życie trzeba na coś czekać!

Agnieszka z Wrocławia

Jestem wdzięczna Panu Bogu, za możliwość udziału w rekolekcjach 2 stopnia w  Międzywodziu. Był to wspaniały czas spędzony z ludźmi tak różnymi, a jednak podobnymi do mnie w wierze i zasadach moralnych. Dzięki rekolekcjom mogłam doświadczyć wspólnoty i wzmocnić swoją wiarę cennym świadectwem innych uczestników. Wiem, że nikt z nas nie znalazł się tam przypadkowo i za to dziękuję Panu Bogu. Dziękuję organizatorom, Aida i Tadeusz to wspaniali, pełni dobroci, miłości i wyrozumiałości ludzie. Cudownie patrzeć na osoby, które każdego dnia żyją Ewangelią. Rekolekcje w szczególności uświadomiły mi jak ważny w moim życiu jest codzienny Namiot Spotkania, budowanie dzięki niemu mojej wiary, relacji z Panem Bogiem, wsłuchiwanie się w Jego słowo i poprzez to pozwalanie na to, aby przemieniało ono moje życie. Teraz już wiem, że rekolekcje to nie czas „ładowania akumulatorów” ale podłączenia się na stałe do „Elektrowni Bożej”. Na rekolekcjach Pan Jezus odkrył przede mną kilka moich zniewoleń, które do tej pory wydawały mi się moimi „przywilejami”. Zrozumiałam, że żyję po to aby służyć, dawać siebie innym w miłości. Bo w życiu, jak to powiedział ksiądz Blachnicki albo będziesz sługą albo obsługiwanym. Teraz wiem, że tylko poprzez służbę mogę prawdziwie kochać innych. Chwała Panu!

Ewa (diecezja krakowska)

Dominik – mąż Ewy, ojciec 6 letniego Janka i 5 letniego Filipa. Wyjazd na rekolekcje z żoną zaplanowaliśmy podczas dialogu małżeńskiego, który odbyliśmy na ORAR II rok wcześniej. Byliśmy przekonani, że bardzo chcemy i od razu zaczęliśmy planować urlop i wydatki tak, żeby można było pojechać na II stopień rekolekcji. Jechaliśmy z przekonaniem, że te rekolekcje wiele zmienią w naszym życiu z Panem i między nami. Prosiłem na tych rekolekcjach, aby Jezus wyprowadził mnie z niewoli, które ciągną się od dzieciństwa. Codziennie w Słowie Bożym odkrywałem i doświadczałem, że Pan rzeczywiście jest ze mną i jak słup ognia rozświetla moje dotychczasowe życie. Pan szczególnie dotykał mnie na Namiocie Spotkanie, dlatego po rekolekcjach uważam, że jest to najważniejszy moment mojego dnia. Uzdrawiającym okazał się również Dialog Małżeński, który otworzył nas na nowo. Wyjeżdżając z rekolekcji mieliśmy z żoną jedno przekonanie – jedyne czego nam brakuje i potrzeba to Modlitwa. Chwała Panu.

Dominik z Wrocławia