Marta  Z.

Magnificat na pożegnanie

Jak ja się zachowuję, kiedy ktoś odchodzi? umiera?

Ktoś, kogo kochałam, o kim mam wspomnienia jak mówi „nasza Martunia jest mamą, kto by pomyslał…” (to po tym jak przyjechałam pokazac Tosię po raz pierwszy).

Ktoś, kto Tosi pokazywał na zmianę lampa-nos, lampa-nos. A Tosia miała wtedy kilka miesięcy i jedyne o czym myślała, to jak wpakować do buzi rękę aż po łokieć.

I jeszcze pamiętam wspólne święta.

I jak sie razem malowałyśmy. Mama przyniosła furę kosmetyków, a Ona, już wtedy chora, po pierwszej chemii i bez włosów, ale w nieustająco świetnym humorze, malowała sobie powieki brokatowym cieniem. I śmiałysmy się, że zaraz pójdziemy na miasto… To moje najpiekniejsze wpomnienie.

Ale też pamiętam, jak przychodziła na herbatę, pogadać o ważnych sprawach, których jako młoda dorastająca dziewczyna jeszcze nie rozumiałam. W koncu mieszkała tylko dwa piętra pod nami, więc miała blisko.

I jak ubierała kapelusz gdy była już całkiem łysa, żeby nie wystraszyć moich dziewczynek.

Albo jak machała nam ręką przez okno gdy odjeżdżaliśmy. A gdy przyjeżdżalismy, otwierała drzwi i łapała nas w drodze na górę, żeby wyściskać i wycałować.

I już pod koniec życia, w listopadzie. Pamiętam Ją, gdy wydawała mi się taka skurczona, starsza o 20 lat. I nie poznała mnie wtedy. To po tych lekach. Już nie mówiła do mnie „Martunia”. Nie żałowała mojego nieukończonego doktoratu, którego była największą fanką.

To moja Ciocia. Moja druga Mama. Tak mówiłam, gdy miałam kilka lat i rodzice zostawili mnie i brata u Niej na noc. Obudziałam się i wołałam, że chce do drugiej mamusi.

Boże, wiem, że jest teraz z Tobą i już nie cierpi. Ale nie zmienia to faktu, że chce mi sie płakać. Nad sobą, że już do niej nie zajrzę, nie pomaluję powiek na brokatowo, nie zdobędę przepisu na odwieczne-i-zawsze-takie-same babeczki Cioci z jakimś tajemniczym kremem i obowiązkową wisienką na dnie.

A Ona, gdy się na moment przebudziła z tego kilkudniowego snu, w który zapadła przed śmiercią, prosiła o jajko na miękko. I nie zjadła go.

Wyśpiewałam Magnifica chyba juz z 5 razy.  W podziękowaniu za to życie. Długie, choć pewnie mogłoby byc dłuższe jeszcze o 20 lat.

Boże, Ty wszystko wiesz… Ja to przyjmuję. Ale cieszyć się z rozstania jeszcze nie potrafię.