2018.08.03-19 Oazy Rodzin 3 stopnia w Międzybrodziu Bialskim.

 

Być obsługiwanym czy służyć innym?

    Taka myśl przewodnia odmieniana przez wszystkie formy i przypadki była najistotniejszym przesłaniem  Oazy Rodzin III° w Międzybrodziu Bialskim. Od pierwszego dnia ukierunkowana na Jezusowe wezwanie służby dla innych. Podkreślana wielokrotnie przez naszego kapłana prawda o początku posługi po trzecim stopniu, a nie jak wielu uważa zakończeniu formacji podstawowej, prowadziła do budowania communio w małżeństwie, rodzinie, w społeczności oazy średniej.
Rekolekcje koncentrowały się wokół służby i ewangelizacji. Spotkania z żywym kościołem tylko utwierdzały w tym przeświadczeniu. Wysoko nad wjazdem do „Orionówki” stoi dość ponury posąg św. Alojzego Orione ale już on sam, taki dobry i ciepły, na wielu zdjęciach w ośrodku, pokazywał czym w codzienności objawiała się i do jakich dzieł prowadziła posługa innym. Świeccy ewangelizatorzy z katowickiego Ruchu Światło-Życie uczyli jak mówić o miłości Boga a Jan Budziaszek wskazywał jak ją nieść i przekazywać innym.
O tym samym opowiadały siostry  zakonne. O posłudze zgodnej z charyzmatem i głębokiej relacji z Jezusem, która promieniowała z oczu, twarzy, słów, gestów. Tyle dobroci i piękna duszy wchłaniały nasze serca. Siostra Orionistka żywym usposobieniem, humorem i energią pobudzała do poszukiwań, gdzie nasza posługa będzie potrzebna. Siostra Bernardynka od Dzieciątka Koletańskiego tak plastycznie mówiła o bliskiej, intymnej rozmowie z Jezusem, że wręcz się Go widziało w niej i obok niej. Siostra Klaryska ciepłem i serdecznością utwierdzała nas w pragnieniu Adoracji i przekonaniu o konieczności modlitwy, bo z Jezusem żadna ciężka praca ani powołanie nie jest trudne. Siostra Matki Bożej Miłosierdzia w Łagiewnikach opowiadała o codziennej żywej relacji Jezusa z człowiekiem. Natomiast Eucharystia przed obrazem Jezusa Miłosiernego i relikwiami siostry Faustyny utwierdziła wiarę, że z Jezusem nawet trudy i cierpienia są darem.
Ojciec dominikanin namierzony i zaproszony przez portal społecznościowy był żywym świadectwem jak Bóg posługuje się najnowszymi technologiami. On sam mówił, że wszystko zaplanowane przed wiekami musi się wypełnić zawsze, na naszej oazie też. Pokazywał przez zwiastowanie i nawiedzenie postawę służby, uniżoności i wielkiej pokory Maryi. Nasza Matka, Matka Jezusa, Matka Kościoła, nie tylko obecna w oazowych drogach, w Różańcu i statio rzymskim. Prowadziła nas po pięknych świątyniach Rychwałdu, Kalwarii Zebrzydowskiej, Szczyrku, Kęt, Wadowic, Krakowa. Pokazywała bogactwo kościoła Jezusowego ukrytego w ludziach,  w modlitwie. Jutrzni, Eucharystii, Nieszporach, Apelu Jasnogórskim, urzędzie Piotra, charyzmacie Pawła i tajemnicy Mistycznego Ciała Chrystusa ukrytego w słabości i grzeszności ludu Bożego oraz wolnym wyborze męczenników. Jana Pawła II, Andrzeja Boboli, tylu świętych karmelitańskich. U św. Józefa w zakonie oo. karmelitów nałożyła swój Szkaplerz, na wszystkich tych z nas, którzy jeszcze go nie mieli.
Krzyż Jezusa towarzyszący nam w życiu codziennym, na Drodze Krzyżowej poprowadził do żywego znaku oazy na Dniu Wspólnoty w Rajczy.
Biskup wrocławski, Andrzej, w przepięknej scenerii Beskidu Małego, zwanego Polską Szwajcarią zachęcał do traktowania oazy jako ćwiczeń na poligonie aby po powrocie umieć walczyć zażarcie z całym złem atakującym małżeństwo, rodzinę, dzieci, każdego człowieka.
Niezwykły czas bogactwa, piękna i wspólnoty ofiarował nam Pan. Tyle serdeczności, dojrzałości, pomocy Pan zmagazynował w uczestnikach, że wszyscy czuli się kochani, zaprzyjaźnieni, zaopiekowani.  Przeżyliśmy sporo trudu chorób, zwichnięć, bólów, pobytów w szpitalu a Jezus przychodził ze swoją mocą uzdrowienia ilekroć Go poprosiliśmy. Te rekolekcje były najpiękniejszym czasem błogosławieństwa wynagradzającym wiele przeszkód, jakie chyba wszyscy uczestnicy przeżywali przed oazą.
Jezus ofiarował nam nie tylko przepiękne krajobrazy, jezior i gór ale poruszał dusze w słowach, gestach, miłości, zamykając jednocześnie oczy na niewygody. Uczył nas, że Kościół to my, pokazywał znaki, proroctwa, wyprowadzał z błędnego myślenia i prowadził do ponownego zakochania się we współmałżonku. Gasił niepokoje, ukazując dwa światy duchowe, jednocześnie zatapiając nas w Uczcie Ofiarnej i karmiąc swoim Ciałem i Przenajświętszą Krwią niemalże każdego dnia.
Tyle proroczych uzdrowień przeznaczonych dla naszej oazy, wypowiadanych po Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie w Bielsku Białej, które okazują się rzeczywistością po powrocie z oazy. Uzdrowienie z nowotworu, z niewiary, braku zaufania w Boże prowadzenie, z następstw odklejenia siatkówki w oku a przede wszystkim tego działania, gdy Bóg przechadzając się wśród ludzi zgromadzonych w tej świątyni dotykał serc, kruszył mury i uwrażliwiał duszę na działanie łaski.     Wszyscy wiemy, że nasz Bóg ma wielkie poczucie humoru, czasami ono boli gdyż ukazuje naszą pychę, a czasami w komiczny sposób prowadzi do wielkich zmian poprzednich deklaracji. Wspaniałym obrazem Bożego poczucia humoru było rozłożone w dniach poniedziałek – czwartek działanie. Nasz brat podczas świadectw w czasie spotkania z odpowiedzialnymi za Krucjatę Wyzwolenia Człowieka z diecezji bielsko-żywieckiej, w poniedziałek, deklarował, że nie może jeszcze podpisać krucjaty, bo nie widzi potrzeby. Lubi często wypić lampkę czerwonego bądź białego wina do obiadu ale panuje nad tym. W tej decyzji trwał niezłomnie. Deklaracje KWC wyłożone od kliku dni na stoliku pojechały razem z nami i z Bożymi krówkami w czwartek na Dzień Wspólnoty.  I tutaj dowcip Pana Boga objawił się w pełni, gdy poprzez cytat z Bożej krówki (św. Alojzego Orione) tak dotknął serca naszego współbrata i jego małżonki, iż radośnie i w rozrzewnieniu patrzyliśmy jak maszerowali w procesji z deklaracjami KWC w dłoniach aby powierzyć swój dar serca Najświętszej Panience. Konsekwencją takich przemian dusz i serc były sponsorowane uczty z lodów, kawy i ciast w cukierni dla całej oazy wśród śmiechu i radości ze wspólnego świętowania.
Tak to radośnie przez trudy przemyśleń, bolesnych odkryć prawdy o sobie, przez uśmiech i czas bliskości nastoletnich dzieci z rodzicami; zabaw, tańca, śpiewu i katechez oraz poznawania świętych naszego pielgrzymowania w diakonii wychowawczej minęły rekolekcje w mgnieniu oka. W to wszystko Bóg wplótł swoją łaskę i dotknięcie miłości w relacjach z dziećmi i najbardziej ze współmałżonkiem. A także we wzajemną bliskość i radość przeżywania tego wspólnego czasu rekolekcji przez 20 par małżeńskich z całej Polski: od Szczecina, poprzez Gdańsk, Sępólno Krajeńskie, Ostrołękę, Warszawę, Biłgoraj, Skawinę, Opole, Strzelin i Wrocław. Chwała Tobie Panie bo jednoczysz to, co pozornie dalekie, obce, inne w Twój Kościół Święty. Kościół rzymski zbudowany na planie krzyża bez ludzi jest pustą, choć piękną budowlą. Ożywa i tętni oddechem i biciem serc wtedy gdy wypełniają go ludzie, jeżeli nawet nie do końca święci to przemierzający szlaki w poszukiwaniu ducha prawdy i miłości. Przeprowadziłeś nas Panie przez jeden szlak wspólnie i dlatego my w znaku oazy zbudowaliśmy z siebie symboliczny kościół na planie Twojego krzyża. Oby owoce tego świętego czasu z Tobą były wskazówkami na dalsze życie w małżeństwie, rodzinie, wspólnocie, Ojczyźnie.

Oaza Rodzin III° Międzybrodzie Bialskie, 3-19.08.2018

    Rekolekcje III stopnia – ile ja miałam myśli, planów i wyobrażeń. Spodziewałam się, że Pan będzie mi pokazywał, objaśniał, że będzie do mnie mówił ale tam, gdzie ja chcę i na tematy, które ja wybiorę. Bardzo szybko usłyszałam słowa „wejrzał na uniżenie służebnicy swojej” i nie bardzo szybko zrozumiałam, że to ja jestem służebnicą. Dobry Bóg ma dla mnie plan już dawno opracowany, a ja mam z pokorą, miłością i radością go przyjąć. Służba, służenie, oddanie i zaufanie – powakacyjne drogowskazy dla mnie.

Wspaniałym odkryciem  było  doświadczenie wspólnoty.Wspólnoty małżeńskiej, wspólnoty kręgu, wspólnoty rodzin, wspólnoty dzieci i młodzieży, wspólnoty dużej oazy. Przekonałam się i wiem już, że sama niewiele mogę, że razem jest lepiej i łatwiej, że tylko w pojedynkę jest zwyczajnie nudno i trudno. Tyle wspólnych  spotkań i rozmów, tyle śmiechu, radości i wzruszeń. Rozczulające maluchy, przedszkolaki i wczesna szkoła, młodzież szalejąca w swoim nowym gronie ale i tuląca się do rodziców i łaknąca ich troski i uwagi. Kochane rodziny….

A na koniec. Dziękuję ks. Marcinowi szczególnie  za katechezy dotyczące Liturgii Godzin. Poznałam piękno tej wspólnej modlitwy kościoła, przybliżającej nas do Pana. Odkryłam jej porządek, wartość, bogactwo i możliwość oddania siebie Bogu w ciągu całego dnia.

Dziękuję Ci Panie, że pozwalasz mi realizować zamysły i zadania, że mnie napełniasz darami, że ja przy Tobie trwam i mnie oczyszczasz, że jestem Twoją latoroślą, która przyniesie owoce w sobie, w małżeństwie, we wspólnocie, w kręgach.

Asia

Minęło 5 lat od ostatnich rekolekcji 15 dniowych 2 stopnia, kiedy to kilka dni po zaślubinach i weselu naszej najstarszej córki Kasi wyruszyliśmy do Bystrej Podhalańskiej by przeżywać Exodus.

Od tamtej chwili do momentu, kiedy zdecydowaliśmy o uczestnictwie w 3 st. w Międzybrodziu Bialskim, bardzo wiele się wydarzyło w naszym życiu, przygasł nasz zapał w realizacji zobowiązań DK i przywiązanie do Formacji.

Po kilku listach od moderatorki oazy 3 st., ewidentnie zaangażowanej w ewangelizację,

jeszcze bardziej, niż przed brawurową decyzją o wyjeździe, zaczęły trawić mnie wątpliwości…

To uczucie narastało, aż wybuchło kilka dni przed wyjazdem, w postaci otwartych rozmów z Żoną – czy my mamy jechać — czy rezygnujemy. 5 dni przed terminem, może znajdą się chętni z rezerwowej listy…?

W domu młoda studentka w lichej kondycji: fizycznej i duchowej, sfrustrowana, oczekująca w skrytości, że roztoczymy nad Nią opiekę bezwarunkową, mimo Jej stanowczego pragnienia samodzielności i samostanowienia o sobie. Za kilka dni wraca nastolatka-diabetyczka i co z Nią zrobić, jak wzdryga się na myśl o wyjeździe ze „starymi ” na jakąś oazę.

Żona obolała z mnóstwem kontuzji układu kostnego, rozdarta bo jak zostawi chorą, przykutą do łóżka matkę, a jest tak zmęczona, że na myśl o reżimowym trybie życia podczas rekolekcji, cała się kurczy!

Ja po 2 miesiącach L4, pierwszego poważnego od kiedy zacząłem pracować,

kilkudniowej ślepocie na jedno oko, po zabiegu, zaleceniach oszczędzającego trybu życia, namawiany przez nestora rodziny do rezygnacji z tego wyjazdu…

NIE, odrzucamy wszystkie wątpliwości i realizujemy podjętą decyzję – wiemy, że „komuś” zależy bardzo, żebyśmy nie jechali.

Mieliśmy w głębi serc wiarę i nadzieję, że Pan Bóg coś dla nas przygotuje dobrego i nie możemy w wyjazdu zrezygnować.

Pierwsze chwile w Międzybrodziu to konsternacja i miłe oczarowanie – trafiliśmy do małego pawilonu wypoczynkowego nad jeziorem między górami, rześkie powietrze mimo upałów – klawo jak …

Potem cała seria wydarzeń- żywy kościół – pierwszy gość, dominikanin zasiał taką burzę – wzywał za Pismem Świętym do otwartości na Ducha Świętego, przełamywania schematów, wykraczania poza siebie- niektóre dygresje, niepokojąco zakrawały na nowoczesną herezję odwołując się do intensywnych ostatnimi czasy ruchów pentekostalizacyjnych. Drugiego dnia ta sama osoba prowadziła tak żarliwą lectio divina ewangelii Łukaszowej o Zwiastowaniu, że musiałem się wewnętrznie ukorzyć przed Panem i przeprosić, za moje wnet, inkwizycyjne z wczoraj myśli!

TO się rozpoczął koncert Bożych Fajerwerków.

Następnego dnia świecki ewangelizator Jan Budziaszek z takim entuzjazmem mówił grając całym sobą na Chwałę Pana Hymn – żywego świeckiego apostoła.

Każdego dnia cuda architektury odwiedzanych kościołów – z niepowtarzalnym klimatem wyjątkowych ludzi tworzących swoistą harmonię każdego z nich, w której wyrażał się Duch Święty.

Statio codzienne z wirtualną wędrówką po świątyniach Rzymu budowało tą architektoniczną  strukturę Kościoła, który miał się w nas na nowo odbudować.

CUD!

Modlitwa małżeńska przed Ikoną Najświętszej Rodziny to był cudowny czas bliskości pomiędzy nami wraz z Bogiem, jakiego dawno nie przeżyliśmy.

Druga taka wstrząsająca iluminacja miała miejsce w wigilię Zesłania Ducha Świętego.

Modlitwa wstawiennicza, spontaniczna w mistycznym uniesieniu, spolegliwa, zwarta, porywająca – nie doświadczyłem do tego momentu niczego podobnego w życiu!

A ja głupi czekam i zżymam się przez ostatnie miesiące: Panie dlaczego nic do mnie nie mówisz ?!?!?!??

A Pan – Mówi – ” Wyjdź poza obóz i wejdź do Namiotu”!

A mnie tak ciężko opuścić obóz – ze 30 lat musiał czekać i różne fortele stosować – czasami się udawało, ale dopiero teraz tak prawdziwie wszedłem do Namiotu.

Całe te rekolekcje były dla mnie wielkim Namiotem Spotkania !

Potem Msza Święta u Świętego Pawła w Bielsku i zdziwienie profana, który znowu

jest myślami przy Panu, ale słabo słyszy – a tu ksiądz mówi: „jest tu człowiek, któremu odkleiła się siatkówka, nie widział, a teraz Pan Jezus uzdrawia go całkowicie”!  Tego nie usłyszałem, ale moja Ukochana tak, i jeszcze Ktoś Inny :), który jeszcze w świątyni mówi mi- to chyba było o tobie …

Dwa dni później przyjeżdżają „agitatorzy” 🙂 z KWC. Tak zachęcają, że aż mnie zniechęcili, na szczęście, w porę oddają mikrofony samym oazowiczom … i wtedy się robią rekolekcje!!!

Tyle świadectw – a tu: nieszczęść, utrapień, krzywd i spustoszenia pośród rodzin naszych przyjaciół poczynił alkohol – ja ciągle w opozycji – przecież ja panuję nad moim życiem i alkoholem—czyżby na pewno i całkowicie… udaję przed sobą, że tak i odsuwam myśl o przystąpieniu do KWC.

Tak mi się zdawało, że to ja decyduję co czynię i co tu się rozgrywa !

Dwa dni po wizycie ludzi z KWC odwiedza nas z prywatną wizytą ksiądz biskup zaprzyjaźniony z Moderatorami. Co za przejrzystość myśli i spokój – jak pięknie prowadzi do Chrystusa!

Ale hecę do vivatu zrobił mi Pan w ten dzień wspólnoty, przez cytat ze zwykłej „Bożej krówki” – Mówi do mnie- „Przecież to KWC jest potrzebne innym, Mi … pewnie i tobie samemu się też przyda, no i może znajdą się powody żeby za Wiele podziękować …”

I wtedy mi Anioł Stróż mówi – no chłopie nie ma co czekać:

bierz tą deklarację i stawaj w szeregu ! No i nie miałem się już jak wymigać – zostałem krzyżowcem!

Zdecydowałem, że już nie będę obsługiwany, ale zacznę służyć większej wspólnocie.

Czekam na następny krok Pana!

Tak długo miało być, aż 17 dni – mój Boże, jak ja to wytrzymam (myślałem przed wyjazdem do Międzybrodzia Bialskiego) – a tu nagle dwa dni do końca, dzień wspólnoty i nie wiem kiedy ten czas minął.

Nie ma tu miejsca , żeby opowiedzieć wyczerpująco jeden dzień a co dopiero

17 mgnień wiosny !:)!!

Były na wskroś cudowne, choć z bliska wydawało się, że męcząca dyscyplina codziennego programu, zamyka mnie na wpływy Ducha Świętego – nic bardziej mylącego !!

BOŻE – Wielki!

Dzięki Aidzie i Tadeuszowi, że zdecydowali o prowadzeniu tych rekolekcji i nas przyjęli!!! Dzięki wszystkim Przyjaciołom których poznaliśmy. Każdy budował to dzieło, które symbolizował w Rajczy ułożony przez nas żywy znak: Krzyż Oazy 3 st.

Bóg Wam Zapłać!

Dzięki Ci Panie , że nas prowadzisz !

Nie wypuszczaj nas ze Swojej Ręki!

A Matka Przenajświętsza cały czas przy tych wszystkich cudownych dziełach była

i cicho nam Towarzyszyła – Dzięki Ci o Błogosławiona Królowo i Matko nasza!

Chwała Panu

Mariusz

 

Czas OR III stopnia w Międzybrodziu Bialskim w dniach 3-19.08.2018 – to był dobry czas. Znakomita organizacja pozwoliła nam w pełni przeżywać to, co Pan Bóg i jego prawdziwie „Boża Drużyna” dla nas przygotowała. Program był naładowany po brzegi pielgrzymowaniem, modlitwą, spotkaniami i konferencjami, a jednak nic nie nużyło ani się nie dłużyło. Te błogosławione 17 dni minęły jak jedno okamgnienie, z drugiej strony jednak pozostawiły niezatarty ślad w naszych umysłach i sercach.

Dla mnie czas rekolekcji, to zawsze taki błogosławiony czas napełniania się, karmienia – wręcz na zapas – żeby potem było z czego czerpać w codzienności. Tym razem też miałam poczucie wybrania przez Pana Jezusa – to On wszystko zaplanował, wziął mnie ze Sobą i wyprowadził na górę (tym razem do Orionówki) tak jak swego czasu wyprowadził Piotra, Jakuba i Jana. Te rekolekcje były dla mnie szczególne, także dlatego, iż na około dwa miesiące przed ja już czułam jakby się powoli rozpoczynały. A wszystko dzięki Aidzie, naszej Moderator, która uruchomiła i następnie nieprzerwanie podtrzymywała moją „gotowość rekolekcyjną” swoimi pięknymi, głębokimi mailami. Już wtedy poczułam, że to będzie dobry czas. I tak rzeczywiście było. Oczywiście były momenty – nazwijmy to „zmorzenia snem” –chwilami jakaś duchowa ociężałość na modlitwie, czy wręcz nieobecność z uwagi na 4-letnią córkę. Jednak czułam nieustannie, że Pan Bóg o mnie walczy, chce abym ujrzała Jego chwałę jak najpełniej w tym błogosławionym czasie.

Dotychczas nawet na żadnych rekolekcjach nie doświadczyłam w takiej obfitości Komunii Świętej pod dwiema postaciami – prawie codziennie. Codziennie było też błogosławieństwo dzieci. To wielki dar! Jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu, że dał nam takiego mądrego, dobrego, radosnego i pięknego kapłana jak Ksiądz Marcin. Pan Bóg chyba żadnego talentu mu nie poskąpił! Bardzo poruszające i pełne treści były dla mnie konferencje i homilie Księdza, w szczególności pogłębiona analiza Liturgii Godzin wraz z osobistym świadectwem umiłowania tej formy modlitwy Kościoła. Poczułam w trakcie tych rekolekcji, że bardzo chciałabym, aby modlitwa w tej formule zagościła także w mojej codzienności.

W trakcie tych błogosławionych dni Pan Bóg objawiał mi Swą żywą i prawdziwą obecność także w siostrach zakonnych, które postawił na naszej drodze. Wszystkie takie mądre, radosne, pokorne, otwarte. Przychodziliśmy do nich trochę jak Grecy do Filipa, z prośbą „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”, a one nas prowadziły do Pana, którego tak bardzo ukochały i któremu wiernie i z oddaniem służą.

I jeszcze chciałabym wspomnieć wspólnotę naszego kręgu. Tutaj też Pan Bóg nie pożałował nam wspaniałych ludzi i sprawił, aby naszymi animatorami byli Aida i Tadzio – Boży ludzie, pełni serca, pokoju i radości. Zawsze gotowi wspierać, motywować, uczyć, otaczać modlitwą. Tak zresztą jak pozostałe małżeństwa – dojrzałe, okrzepłe w wierze, otwarte i gotowe dzielić się swymi radościami, ale też trudnościami i sposobami wychodzenia z tych trudności, dzięki czemu mogliśmy wzrastać w wierze, ale też umacniać się w naszym małżeństwie.

Nie godzi się nie wspomnieć także o ukochanej diakonii wychowawczej, która z wielkim poświęceniem i radością zajmowała się naszymi dziećmi. Ludzie młodzi, choć już uformowani w wierze – pięknie przygotowali program katechez dla naszych maluchów.

Dla mnie takim mocnym akcentem była też wizyta biskupa Andrzeja  w naszej wspólnocie rekolekcyjnej. Całe moje dotychczasowe postrzeganie rekolekcji , jako wyprawy z Panem Jezusem na górę Tabor, legło w gruzach. Otóż biskup mocno podkreślał, że powinniśmy ten czas rekolekcji traktować jak poligon – ćwiczenia przed walką z ideologią zła wymierzoną w rodzinę w obecnych czasach. Nadzieją napawa fakt, że jesteśmy na zwycięskich pozycjach, jednak tarcza wiary – niezbędna. I w moim przekonaniu te rekolekcje pozwoliły mi tę tarczę odbudować i wzmocnić. Mam też ciągle w pamięci słowa Chrystusa skierowane do Franciszka z Asyżu przywołane na jednym ze Statio: „Idź i odbuduj mój Kościół”. Poczułam, że one są skierowane także do mnie i będę się starała za nimi iść. Wyjechałam z rekolekcji z poczuciem chęci i gotowości służby zarówno w rodzinie, we wspólnocie DK jak i w naszej parafii.

Bogu niech będą dzięki za Was wszystkich, za Wasz trud i Wasze świadectwo wiary i życia z Bogiem!

Renata