2014.08.01-17 ORI Lanckorona

Na tegoroczną Oazę Rodzin I stopnia w dniach 1-17 sierpnia w Lanckoronie Pan Bóg zaprosił małżonków w trakcie pilotażu lub tuż po zakończeniu. Kilka par było niejako zobligowanych do wyjazdu na rekolekcje, gdyż miały objąć posługę pary animatorskiej w swoich kręgach. W rekolekcjach uczestniczyło 11 rodzin uczestników, 3 pary animatorskie, para moderatorska. Posługę moderatora pełnił ks. Marek Mekwiński i pozostawił w sercach uczestników swoją żywą, autentyczną wiarę, świadectwa życia, którymi dzielił się jak chlebem oraz radość i optymizm. Jego homilie i wplatane w nie dykteryjki sprawiały, że każda Liturgia Słowa była ożywczym powiewem nowego patrzenia i spostrzegania rzeczywistości. To z jednej z nich wplecionej z Szkołę Modlitwy wypłynęło hasło naszej oazy i co w zasadzie naturalne znak oazy. Opowiadał o obrazie, który miał charakteryzować postawę człowieka wobec przeciwności i burz życiowych. W przeszłości burze, wichry, czarne chmury. W przyszłości burze, wichry, czarne chmury a pomiędzy nimi w teraźniejszości namiot, szałas a w zasadzie buda, tam można znaleźć spokój i ukojenie na modlitwie, bo tam jest Bóg i wskazanie ”siedź w budzie”, nie wychodź na nawałnice, zostań tam, gdzie przy tobie jest twój Bóg. Pomimo pięknych nauk i dobrych wskazówek towarzyszyły nam choroby, ale była z nami lekarz pediatra, która w zaczarowany sposób w ciągu dwóch dni leczyła anginy, po tygodniu ospę wietrzną, ale sama padła pod cierpieniem zadanym przez własny kręgosłup. Stąd pełne ręce roboty miała również nasza fizjoterapeutka, gdyż odmawiające posłuszeństwa kręgosłupy to kolejna zmora naszej oazy. Jednak wyszliśmy obronną ręką wspomagani przez służbę zdrowia i najlepszego Lekarza.

Jak wiadomo w rodzinach są dzieci. Z nami było ich 28, w tym 8 wózkowych i smoczkowych w wieku od 4 miesięcy do 1,5 roku, następnie 12-cioro od 2,5 do 7 lat i 8-oro w wieku 10-17 lat. Wszystkie dzieci były pod wspaniałą opieką rodziców lub diakonii wychowawczej. Średnimi zajmowały się dwie kochane, ciągle uśmiechnięte „ciocie” a starszym towarzyszył i próbował ustawić w pionie na linach Mateusz.

Nie opuszczał nas ani na chwilę Pan Jezus, mieszkający pośrodku nas. Ukazywał swe oblicze podczas Namiotu Spotkania, który dla wszystkich uczestników stał się ożywczą siłą i czasem odkrywania prawdy o sobie. Przybył także w czasie uroczystej modlitwy małżeńskiej, gdy małżonkowie powracając do pierwszych chwil wspólnego życia dziękowali sobie za czas miniony, przepraszali i wybaczali, to co już było i prosili o to, co będzie. Był to piękny czas przeżywania „trójkąta małżeńskiego” z samym Bogiem Ojcem.

Przeżywaliśmy uroczystość wcześniejszej Pierwszej Komunii Świętej jednej z naszych dziewczynek przed wizerunkiem Matki Bożej Kalwaryjskiej. Na dzień wycieczkowy pojechaliśmy do Wadowic, gdzie w Bazylice sprawowaliśmy Najświętszą ofiarę a następnie modliliśmy się przed Chrzcielnicą. Nie zabrakło również wizyty w Muzeum naszego ukochanego papieża św. Jana Pawła II. Potem już był czas na odpoczynek i zabawę w Parku Rozrywki w Inwałdzie lub dla zmęczonych 6 dniami rekolekcji odpoczynek na łonie natury, na rozległych terenach zielonych naszego domu rekolekcyjnego, gdzie wspaniały plac zabaw stale przyciągał młodszych i starszych ale równie często odwiedzane były altany, pawilony, ławeczki i kocyki.

Wychodziliśmy na Nabożeństwo Światła Wody do kościółka Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny a potem procesją nad Cedron. Na przyjęcie Pana Jezusa, na Msze Święte niedzielne oraz Sakrament Pokuty i Pojednania do parafii w Lanckoronie, gdzie jednało nas z naszym Panem i Zbawicielem aż 5 kapłanów. Kolejny szczyt oazy, Dzień Wspólnoty przyjął nas w oddalonym o 100 km Krościenku, w strugach deszczu, szczególnie podczas Godziny Odpowiedzialności i misji. Niemniej był to dobry czas poznawania wspólnot Oazy Wielkiej i na długo zapewne pozostanie w pamięci uczestników.

Wspólnota oazowa nawiązała się bardzo szybko, a rozmowy przy wspólnych agapach dawały wiele radości i ciekawych decyzji na przyszłość. I choć czasami przeszkadzały nam deszcze w czasie popołudniowych rozmów ewangelicznych to dzieliliśmy się pełnymi garściami swoimi odczuciami, rozmyślaniami i życiem.

Jak zawsze był to czas wspaniałej choć niełatwej łaski Pana. Jednak wspaniały rozwój duchowy uczestników, ich otwartość, życzliwość, cierpliwość i zrozumienie a także łzy odkrywania własnego serca w obliczu Boga Najwyższego jest bezcennym darem, dla którego warto ponosić duży trud organizowania rekolekcji formacyjnych 15-dniowych.

Po raz 8 organizowaliśmy rekolekcje letnie i choć za każdym razem są one niepowtarzalne, inne, odkrywające nową prawdę o nas samych to zawsze są przepełnione modlitwą, wymaganiami a przede wszystkim obecnością Boga Żywego, działającego w sposób namacalny w uczestnikach a to pomimo poniesionych trudów jest bezcenne.

Bogu niech będą dzięki w dziele oazy i słudze Bożym ks. Franciszku Blachnickim.

Aida i Tadeusz Matys


Chwała niech będzie Panu za łaskę, którą nas obdarzył, za to, że mogliśmy pojechać z córeczkami na rekolekcje I stopnia Oazy Rodzin do Lanckorony.

Moje oczekiwania i intencja tych rekolekcji były sprecyzowane już na początku, jednak Pan Bóg pokazał mi w ciągu kilku pierwszych dni, że to nie jest moja intencja, że nie o to powinnam się modlić do Niego.

W czasie rekolekcji otrzymaliśmy taką myśl, by pomodlić się o ukazanie swoich grzechów, słabości. Pomyślałam wtedy – przecież każdy z nas jest grzesznikiem, popełnia grzechy, ja także, dlatego jest sakrament pokuty. Po co więc jeszcze prosić o uświadomienie swoich słabości, ich obrzydliwości? Mimo wątpliwości i tylu pytań zaczęłam pokornie o to prosić. Jakieś ogromne było moje zdziwienie – było tego tyle, i takie sfery mojego życia, o których nie powiedziałabym, że są grzeszne. Pan pokazał mi te sprawy, które mnie od Niego odsuwają. Cały czas mi pokazuje ich wielkość, balast.

Moja otwartość na ludzi, na to wszystko co się tam działo nie była całkowita, cały czas trzymałam coś dla siebie, coś czym nie chciałam się podzielić. Tu Pan pokazał mi mój egoizm, moją barierę do bliźniego, wręcz skłonność do stawiania się wyżej od innych. Źle się z tym czułam i wiem, że muszę modlić się o miłość do mojego bliźniego i pracować nad sobą nieustannie.

Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela przyjęłam już w swoim życiu, jednak teraz wiem, że nie oddałam Mu całego swojego życia. Zostawiłam sobie pewne sfery którymi ja kierowałam, bo było mi z nimi dobrze.

Bogu niech będą dzięki za to światło Jego Ducha i za to wielkie miłosierdzie. Teraz powoli odkrywam i nazywam to, co nie pochodzi od Niego i wiem, że On jest ze mną, pomaga mi zdjąć te maski i być prawdziwym Jego dzieckiem.

Wiem, że te lęki, których codziennie doświadczam – nie są składową mojego charakteru/temperamentu. Jezus pokazuje mi to wszystko w sposób łagodny i taki ojcowski, nie wypomina z jakimś wyrzutem tylko z miłością (bym i ja tak postępowała).

Będąc w Lanckoronie oczekiwałam jakiejś rewolucji duchowej, huraganu przeżyć i nawrócenia a Pan przychodził w lekkim powiewie. Pokazał mi jak bardzo mnie kocha i jak nam błogosławi każdego dnia, w naszym małżeństwie, rodzinie, życiu społecznym i zawodowym.

Chcę w tym miejscu podziękować Duchowi Świętemu za ks. Franciszka Blachnickiego, za naszych wspaniałych animatorów i organizatorów tych rekolekcji za wspaniałe prowadzenie. Dziękuję za piękną modlitwę wstawienniczą, podczas której czułam siłę wspólnoty, ale przede wszystkim pokój i radość z Bożej obecności. Jestem wdzięczna za odnowienie Sakramentu Małżeństwa i uroczystą modlitwę małżeńską.

Z rekolekcji w Lanckoronie przywiozłam miłość do Słowa Bożego i zachwyt nad nim w Namiocie Spotkania. Wiem, że jeśli się kocha Jezusa tęskni się za Jego Słowem, ale przede wszystkim chce się przebywać jak najczęściej w Jego towarzystwie (podczas Eucharystii, adoracji lub czytając Pismo święte). Ale czasy są takie, że trzeba samemu o to usilnie zabiegać.

Czas był piękny, choć naznaczony niemałymi trudnościami i troskami, teraz, z perspektywy czasu widzę, że owoce ukazują się wspaniałe.

Dziękuję za każdego człowieka, który pomógł mi zbliżyć się do Boga, dziękuję kapłanom ks. Piotrowi i ks. Markowi za ich świadectwo wiary i miłości do Jezusa. Dziękuję za każde małżeństwo i rodzinę, bo przez nich Pan pokazał mi swoją nieskończoną miłość do człowieka!

Chwała Panu

Ania Malinowska


Gdy czwartego dnia rekolekcji miałam w pełni zaprosić Boga do całego mojego życia i uznać Go moim Panem i Zbawicielem, uświadomiłam sobie, że jest wiele spraw, do których nie dopuszczam Boga, których Mu nie powierzam. Z całą pewnością nie oddałam Bogu zdrowia moich dzieci.

Moje dzieci bardzo chorowały, gdy były młodsze, zwłaszcza syn. Był taki czas w naszym życiu, że synek przyjmował antybiotyk za antybiotykiem. Skutkiem tego była znacznie obniżona odporność, co powodowało, że dopadała go kolejna infekcja, która znowu kończyła się podaniem antybiotyku. Znalazłam wtedy lekarza pediatrę – homeopatę, który przerwał to antybiotykowe błędne koło. Synek co prawda nadal chorował, ale z infekcji wychodził bez antybiotyków, za to przy zastosowaniu leków homeopatycznych. Nie wiedziałam wtedy, że stosowanie leków homeopatycznych może mieć skutki duchowe; nie wiedziałam, skąd się wywodzi homeopatia.

Z czasem częstotliwość chorób syna znacznie zmalała, a pojawiające się infekcje były leczone homeopatycznie. Dopiero po kilku latach, mąż natrafił na materiały, w których była mowa o tym, że homeopatia ma swoje korzenie w okultyzmie. Nie przyjmowałam jego argumentów. Dla mnie najważniejsze było, że leczenie homeopatyczne jest skuteczne. Dzieci zdrowieją i to bez stosowania antybiotyków. Tłumaczyłam sobie, że nie może być nic złego w czymś, z czego wypływa dobro (tu: zdrowie moich dzieci).

Jednak mąż zasiał we mnie ziarno niepokoju – rozmawiałam o homeopatii z księżmi, u których się spowiadałam. Żaden z nich jednoznacznie nie powiedział mi, że stosowanie leków homeopatycznych jest złe, czy potępiane przez Kościół. Moimi wątpliwościami podzieliłam się również z lekarzem pediatrą – homeopatą, który leczył moje dzieci (wiedziałam bowiem, że ta pani doktor jest osobą wierzącą). Uspokoiła mnie, że stosuje leki homeopatyczne, nie sięgając do korzeni tej metody.

W takim razie w dalszym ciągu podawałam dzieciom leki homeopatyczne. Cały czas dręczył mnie jednak niepokój. Zastanawiałam się, czy kłopoty wychowawcze, bunt naszych dzieci są spowodowane etapami rozwojowymi, przez które przechodzą nasze dzieci, błędami wychowawczymi, jakie z mężem popełniliśmy, czy może są to duchowe konsekwencje przyjmowania leków homeopatycznych. I pewnie nigdy się nie dowiem, jak było.

I dopiero podczas rekolekcji Bóg dał mi natchnienie, żebym również zdrowie moich dzieci oddała Jezusowi. Było i nadal jest to dla mnie bardzo trudne. Chciałam i chcę zaufać Jezusowi w tak ważnej dla mnie sprawie. I gdy podjęłam taką decyzję, nasza córeczka zachorowała. Myślę, że była to próba, przez którą przeszłam pomyślnie (nie podałam leków homeopatycznych) z modlitwą i pomocą lekarza pediatry, którego Bóg też przywiódł na te rekolekcje.

Nie od razu jednak pozbyłam się zapasu leków homeopatycznych, który miałam ze sobą. Wahałam się przez następny tydzień, obawiając się uczynić tak zdecydowany krok. Dopiero po przystąpieniu do sakramentu pojednania, odważyłam się i wyrzuciłam leki homeopatyczne, które miałam ze sobą i postanowiłam wyrzucić również te, które zostały w domu (i zrobiłam to :)).

Przed nami długa droga do pełnego wyzwolenia i całkowitego zaufania Jezusowi, ale wierzę, że ruszając w nią z Bogiem, oprzemy się napotykanym przeciwnościom. Bo przecież „jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam…?”

Iwona


Do Domowego Kościoła trafiliśmy z mężem rok temu dzięki naszemu „Rybakowi dusz”, tak nazywamy księdza z naszej parafii, który w taki sposób złowił wiele małżeństw. I wtedy nasze życie się odmieniło. Bóg podarował nam dwóch Aniołów naszą parę pilotującą, która jest dla nas wzorem do naśladowania. To oni pomogli zorganizować nam cały wyjazd byśmy mogli uczestniczyć w rekolekcjach, ale już na starcie zły duch próbował nam przeszkodzić. Godzinę przed wyjazdem okazało się, że mój mąż wyrzucił niechcący bilety na pociąg, który mieliśmy zakupione miesiąc wcześniej. Zwyciężyło jednak dobro i dziś jestem po przebytych rekolekcjach, które nauczyły mnie przez tych 17 dni więcej o Jezusie Chrystusie niż całe moje dotychczasowe życie. Na rekolekcjach byliśmy w Lanckoronie 7 km od Kalwarii Zebrzydowskiej w pięknym, malowniczym i bardzo magicznym miejscu gdzie czuło się obecność Boga wszystkimi zmysłami. Nie było takiego dnia bym nie czuła, że Bóg o mnie walczy. Parę lat wcześniej zajmowałam się wróżeniem z kart tarota, horoskopami i sennikami. Dziś wiem, że to było samo zło, które kusiło mnie całkiem skutecznie. W tamtym czasie poroniłam dwa razy a życie było pasmem nieszczęść. Zaczęliśmy dużo się modlić, spaliłam karty i książki. Zamknęłam ten rozdział, wtedy Pan Bóg dał nam jeszcze dwoje wymarzonych dzieci. Potrzebuję Boga, by zwalczył to całe zło. Czwartego dnia Oazy podczas Mszy Świętej osobiście oddałam swoje życie Panu Bogu i zaprosiłam Jezusa Chrystusa do mojego życia jako Pana i Zbawiciela. Decyzja ta dała mi ogromny wewnętrzny pokój, przyniosła odczucie wyciszenia, bezpieczeństwa i ogromnej radości. Na każdym Namiocie Spotkania dobry Bóg dawał mi odpowiedź mojej zbolałej, pełnej niepokoju duszy. Nauczyłam się jak walczyć ze złem, które próbuje wyrwać mnie z Bożych objęć. Przeżyłam na rekolekcjach „Dialog małżeński, który był najcudowniejszą rozmową z mężem w moim życiu. Bóg spełnił także moje marzenie. Pragnęłam pojechać z rodziną do Wadowic do miejsca, które było tak bliskie dla świętego Jana Pawła II. Na tych rekolekcjach odwiedziłam jego dom. To był cud. Duch Święty pomógł mi podjąć decyzję w sprawie Krucjaty Wyzwolenia, z którą nosiłam się od jakiegoś czasu. Zdecydowałam się dzięki Słowu Bożemu na Namiocie Spotkania. Złożyłam deklarację w Krościenku na zjeździe Oazy Wielkiej gdzie głosiliśmy z mężem świadectwo. Było to dla mnie cudowne doświadczenie. Teraz już mam tą pewność, że Bóg zagościł w moim sercu na zawsze i w naszej rodzinie jest na pierwszym miejscu. Te rekolekcje odmieniły moje życie ale również czuję, że poprzez świadectwa dawane z naszych rekolekcji odmieniamy życie innych. Często przychodzą obawy i lęk o jutro, ale wtedy Bóg mówi do mnie „Nie lękaj się. Zaufaj mi a ja cię nie opuszczę.”

Dziękuję Ci Boże za to, że Jesteś.

Natalia


Mam na imię Łukasz, byłem niedzielnym katolikiem. W Domowym Kościele jestem od roku. Na rekolekcje rodzin 1 stopnia pojechałem z rodziną dzięki naszej cudownej parze pilotującej Maciejowi i Grażynce. Gdy zaproponowali nam wyjazd w pierwszym turnusie, niestety praca nie pozwoliła mi na to. Oni jednak dzięki Bogu nie poddali się i znaleźli nam jedno z ostatnich miejsc w 3 turnusie w cudownej Lanckoronie. Na początek oczywiście zły duch namieszał. W dniu wyjazdu niechcący wyrzuciłem bilety na pociąg, które należało wykupić z miesięcznym wyprzedzeniem z rezerwacją miejsc. Pomogła nam znów nasza para pilotująca, przychylni ludzie i modlitwa. Dotarliśmy jako pierwsi na miejsce, po ciężkiej ponad 10 godzinnej podróży. Tak naprawdę dopiero tam zacząłem otwierać się i poznawać wszystko. Każde zobowiązanie było dla mnie nowością w praktyce, pragnąłem chwytać wszystko. Namiot Spotkania wywarł na mnie największe wrażenie. Na wszystkie prośby, przeprosiny i intencje Bóg w swoich słowach dawał mi wprost dobitne odpowiedzi. Na jednym ze spotkań dzięki słowom Boga i modlitwie w Ogrójcu poczułem chęć, że muszę poświęcić całą noc na adorację Najświętszego Sakramentu. Była to walka ze zmęczeniem ale i ogromna radość z przeżycia całej nocy sam na sam z Panem w modlitwie. Bóg potrzebuje tak niewiele, choćby godzinę, żebyśmy Mu poświęcili i byli z Nim. Rekolekcje pomogły mi również podjąć decyzję w podpisaniu deklaracji Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, co było dla mnie nie do pomyślenia przedtem. Dialog małżeński był naszą najcudowniejszą rozmową w naszym całym związku, pomoże nam to na pewno w pogłębieniu wspólnych relacji. Gdy czwartego dnia nastąpiło uroczyste przyjęcie Pana Jezusa jako Pana i Zbawiciela moje serce otworzyło się w całości. oddałem Mu całego siebie wszystko, co mnie dotyczy i całą rodzinę. Poczułem wówczas wewnętrzny spokój i olbrzymią radość. Nauczyłem się inaczej postępować z dziećmi, zamiast krzyku i chaosu jest modlitwa nad dziećmi poprzedzona krzyżykiem na czole. Dzieci widząc mnie w spokojnej modlitwie wyciszają się. Na zjeździe Oazy Wielkiej w Krościenku z żoną głosiliśmy świadectwo co Bóg zmienił w naszym życiu, poczułem wtedy jak Duch Święty napełnia mnie spokojem i odwagą, z dumą opowiadaliśmy o naszych przeżyciach i odczuciach. Teraz już wiem, że we wspólnocie jest moc i siła, gdzie modli się więcej niż jedna osoba tam dzieją się cuda. Na rekolekcjach poznałem cudownych ludzi bardzo życzliwych i pomocnych. Choć znaliśmy się tak krótko to czułem się jak z rodziną w domu. Jest strach i obawa jak to będzie po powrocie do zepsutej rzeczywistości, ale czuję po tych rekolekcjach, że jestem innym człowiekiem bardzo bliskim z Bogiem. On na pewno mi w tym wszystkim będzie towarzyszył, wspierał mnie i napełniał siłą do działania. Czuję, że chcę coś robić, dawać świadectwa, chwalić się tym, że oddałem się Bogu a On mnie słucha i odpowiada. Ja jestem w Nim, a On we mnie. Mam również dany od Boga Sakrament Małżeństwa i cudowną żonę. Razem będziemy się wspierać, wspólnie będzie nam łatwiej trwać w Panu. Przyjechaliśmy jako pierwsi, odjeżdżaliśmy jako ostatni. Po wyjazdach wszystkich zostaliśmy sami. Każde miejsce wiązało się z cudownymi wspomnieniami i 34 letni dorosły mężczyzna płakałem jak dziecko z tęsknoty. Jak widać rekolekcje wywarły na mnie ogromny wpływ i wrażenie, były to najcudowniejsze wakacje w moim życiu z rodziną i przede wszystkim z Bogiem.

 

Jedna myśl nt. „2014.08.01-17 ORI Lanckorona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

+ 28 = 35