Marta  Z.

Chmury w Wielki Piatek

ASIA:

Marta przypomniała mi, że przez wiele problemów i zła które obserwujemy dookoła często nie dostrzegamy takich rzeczy jak chmury w Wielki Piątek i wschód słońca w Wielkanoc. Otóż, ja też bym nie zauważyła.

Chociaż starałam się wszystko przygotować wcześniej, w Wielki Piątek miałam jeszcze masę roboty. Mieliśmy jechać już wcześniej do rodziców do Głogowa, jednak ksiądz poprosił mnie, abym poprowadziła w parafii Ciemne Jutrznie. Koniec końców, przygotowywaliśmy się na wyjazd porannym pociągiem w Wielką Sobotę. Wszystko w biegu. Tu jeszcze dopiec mięso, tu skończyć ciasta, tu spakować plecaki, a wszystko w tak zwanym międzyczasie, gdy nie musiałam zajmować się córeczką. Pewnie to znacie. Oczywiście wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik przed Liturgią Wielkiego Piątku. Uch.

Pogoda u nas była nie najgorsza. Zerkając czasem za okno, notowałam, że nie pada, chwilami świeciło nawet ładne słoneczko. Gdy tylko Zosia zasnęła, skorzystałam z okazji, by wyskoczyć na spacer z psem – zwykle wychodzimy później, ale bałam się, że nie będzie czasu.

Ubrałam się w jesienny płaszcz i czapkę, jak co dzień, wychodzimy a tu – jak to mówi moja babcia – zimno jak w psiarni! W twarz wieje lodowaty wiatr, przewiewa przez płaszcz. Ręce drętwieją. Przy tym ciemno, jakby już zapadał zmierzch. No, nic. Trochę zła, że nie wychodzę wcześniej lub później, ale nie mając czasu narzekać, pogoniłam psa i poszliśmy najkrótszą trasą.

W domu szybko rozgrzałam się herbatą, wracając jednocześnie do przerwanych zajęć. Nim się spostrzegłam była już niemal 15:30 i musieliśmy się zbierać na Liturgię (u nas o 16:00 dla dzieci – stwierdziliśmy, że to lepsza godzina dla Zosi). Oczywiście zapominając w biegu o przygodzie z psem, wyszłam z domu w tym samym płaszczu i czapce, bez rękawiczek. Nie zwróciłam uwagi.

Gdy wracaliśmy z liturgii Karol (mój mąż) niespodziewanie zauważył:

  • Całkiem ładna pogoda. Zapowiadali deszcze.
  • Faktycznie. – odparłam, teraz dopiero zauważając, że mi ciepło. Po niebie snuło się trochę chmurek, ale generalnie pogoda była całkiem przyjemna. – Ale wcześniej, jak byłam z Burym na spacerze, to było tu naprawdę zimno. – dodałam.
  • Tak? – zdziwił się Karol, który wtedy był wtedy w innej części miasta.
  • No, strasznie zimno! Ręce mi całkiem przemarzły! – odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. – Do tego zrobiło się tak ciemno…
  • Koło której? – zapytał mój mąż, próbując sobie przypomnieć, jaka pogoda była wtedy u niego.
  • Jakoś około południa, koło 12:00, chyba chwilę po… – odpowiedziałam od niechcenia i nagle przystanęłam. Przeszedł mnie zimny dreszcz.
  • Co? – spytał Karol, odwracając się zdziwiony, że nie idę dalej.
  • To było koło 12:00. – powtórzyłam, słysząc w głowie „Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej.”

Mój mąż chyba też to zrozumiał, bo nic nie odpowiedział, tylko wziął mnie za rękę i w milczeniu poszliśmy do domu. Martwiłam się wcześniej, że w biegu w ogóle nie będę w stanie przeżywać tego Wielkiego Piątku, że mi umyka. Bóg sam się zatroszczył, bym mimo wszystko mogła być blisko wydarzeń na Golgocie, blisko Jego, umierającego za mnie na Krzyżu. Nawet jeśli pół dnia nie byłam tego świadoma.

Prognozy o dziwo się nie zmieniły. Wciąż zapowiadano deszcze i pełne zachmurzenie na całe Triduum i Święta. I cóż, deszcz rzeczywiście lunął wreszcie i jak już zaczął, to lał dalej właściwie cały pierwszy i drugi dzień Świąt, a nawet w Sobotę wieczorem. Jednak rano w Wielkanoc, gdy wyruszyliśmy w procesji Rezurekcyjnej ze Zmartwychwstałym na czele, chmury na niebie rozwiały się i przywitał nas piękny, czerwony wschód słońca. Ale wtedy już wiedziałam. Wiedziałam, że On jest blisko, że nie pozwoli mi tych Świąt przespać, nie zauważyć, przeoczyć. Bo są dla Niego ważne. Bo ja jestem dla Niego ważna.

Tak, i chwała Panu!

Jedna myśl nt. „Chmury w Wielki Piatek

  1. Maja

    On zawsze działa i o nas dba, nawet wtedy, gdy my nie potrafimy tego dostrzec. Alleluja.

Możliwość komentowania jest wyłączona.