Marta  Z.

Świadectwo Asi

Kiedyś jechałam z mamą samochodem. W tle w Radiu Rodzina leciała akurat jakaś piosenka o bardzo prostej treści i melodi. “Dlaczego puszczają takie piosenki?” – spytała mama. “A co byś chciała?” – zainteresowałam się. “No, mogliby puszczać twoje.” – odparła. Zaśmiałam się. Moje piosenki w radiu? Dobry żart! Postanowiłam odpowiedzieć żartem: “Wiesz, jak już wydadzą moją powieść, to wtedy będą puszczać w radiu moje piosenki.” Wiadomo, tak się mówi: “Jak zostanę prezydentem, to zlikwiduję biedę na świecie” itp. A jednak, wygląda na to, że Bóg potraktował moje słowa serio. Może dlatego, że On naprawdę zna pragnienia mojego serca.

Niedługo potem skończyłam pisać powieść fantastyczną. (Była to pierwsza powieść w życiu, którą skończyłam! Choć od dzieciństwa wiele powieści zaczynałam pisać, nigdy nie udało mi się ich zamknąć.) Pomyślałam: a co mi szkodzi, mam już dość zamykania twórczości w szufladzie. Dość zarzutów, że moje marzenia się nie spełniają, gdyż nie daję im na to szansy. Choć oczywiście zarzuty te były prawdziwe. Nie dawałam im szansy. Ze strachu. Tym razem wysłałam powieść do kilkunastu wydawnictw.

Wreszcie dostałam odpowiedź z jednego z wydawnictw: 6400 zł. Choć urosła we mnie nadzieja, mąż uświadomił mnie, że to jednak jest bardzo wysoka kwota. Od razu zaczęłam poszukiwać sponsorów, jednak nikt nie odpowiadał na moje maile. Mój mąż (naprawdę mnie kocha) był gotowy zrezygnować z wielu rzeczy i odłożyć takie pieniądze, jednak wiedziałam, że byłoby to duże wyrzeczenie. Zaczęłam wysyłać jeszcze więcej maili, na początku sprawdzałam pocztę codziennie, potem kilka razy dziennie. Ponieważ nie było żadnych wiadomości, chodziłam sfrustrowana i nie mogłam myśleć o niczym innym.

Dość tego! – powiedziałam sobie. – Mam męża, córkę, oni potrzebują mojej uwagi i czasu, potrzebują bym funkcjonowała normalnie. Jeśli książka nikomu nie podchodzi, nie jest widać dość dobra. Jeśli nie jest dość dobra – po co ją wydawać. Koniec ze sprawdzaniem maili kilka razy dziennie. Powiedziałam tak: “Boże, wyrwij mnie z tego schematu, zanim wpadnę w jakąś manię! Naucz mnie funkcjonować normalnie. A jeśli chodzi o powieść… Boże, jeśli podoba Ci się, jeśli może przynieść komuś coś dobrego lub po prostu jeśli chesz, żeby była wydana – to się tym zajmij!” Zamknęłam komputer i wyjechałam z rodziną na wakacje.

Po powrocie na mailu zastałam wiadomość z pewnego wydawnictwa z prośbą o spotkanie. Pojechałam tam następnego dnia…. I nie mogłam uwierzyć własnym uszom! Zaproponowano mi wydanie książki bez wkładu finansowego z mojej strony! “Są jakieś pytania?” – spytali. “Właściwie miałam taki pomysł, nie wiem, czy dobry, by do książki dołączyć płytę z piosenkami występującymi w powieści”. “Świetny pomysł!” – ucieszyła się jedna z pań. – “Moglibyśmy je puszczać w Radiu Rodzina w ramach promocji książki!”

Chyba wiecie, jaka scena stanęła mi natychmiast przed oczami: “Kiedyś jechałam z mamą samochodem…” Wyszłam z wydawnictwa oszołomiona, próbująć poukładać sobie w głowie, jak to jest, że Bóg zawsze gdy spełnia jakieś moje pragnienie dokłada coś, o co nie ośmielałam się prosić.

Jest taka piosenka, którą bardzo lubię: “Każdą potrzebę znasz, słyszysz mój śmiech i płacz – dla Ciebie, Panie, to przecież ważne jest! (…) I wiem, że zanim powiem słowo, Ty, Boże, znasz już całe zdanie! Uwielbiam Cię, Twoja wola niech się stanie!” To jest takie prawdziwe!

Chwała Panu!