Marta  Z.

Co jest ważne, a co ważniejsze

Dużo pracy. Bardzo dużo pracy. Prawie tak jak w warsztacie świętego Mikołaja przed Bożym Narodzeniem. I codziennie staję przed wyborem, co jeszcze mogę okroić z mojego rozkładu dnia, żeby oszczędzić kilka dodatkowych minut na pracę, której nie będę musiała wykonywac po nocy.

  • odprowadzanie dzieci do przedszkola? Wywalić- może to robić Rafał. No dobra- ja co trzeci dzień,
  • śniadanie przy stole? Ważne, niech zostanie, chociaż co jakiś czas zdarza mi się zjeść na stojąco,
  • uczenie Tosi? Na szczęście odpadło, bo 21. maja zdała egzamin i od 3 tygodni ma wakacje. A ja, chociaż wcześniej miałam ambicje, jednak nie będe z nią z wyprzedzeniem realizowac programu drugiej klasy- w końcu dziecku należy się zasłużony odpoczynek,
  • gotowanie obiadu? To należy zminimalizować i albo przekazać mężowi, albo wybrac prostą szybką formę. Jest dużo potraw, które można zrobić w pół godziny- makaron, naleśniki, zupę pomidorową, makaron,hmm.., makaron w innej postaci… kuchnia włoska ma na szczęście wiele cudownych przepisów,
  • odprowadzanie dzieci na zajęcia dodatkowe? Też na szczęście odpadło- maluchy nie chodzą nigdzie, a Tosia odkąd skończyła 7 lat i może legalnie sama chodzić po ulicy, jest prawie bezobsługowa,
  • internet? Na szczęście w dzisiejszych czasach mogę to robić w telefonie np. jadąc autobusem lub siedząc z dziećmi na dworze, więc nie zabiera dodatkowego czasu,
  • bycie z dziećmi? Ważne, nie chcę rezygnować, ale ostatnio wybieram formy aktywnosci, które mniej mnie angażują umysłowo i fizycznie, z nadzieją, że weekendowe wycieczki rowerowe trochę dziewczynom rekompensują te braki,
  • kładzenie dzieci i czytanie książek na dobranoc? Zminimalizować- co drugi trzeci dzień, bo zazwyczaj koło 20.00 jestem ponownie  w pracy… Byle do końca roku szkolnego!
  • modlitwa? Walczę o 15 minut każdego dnia, ale jest to najwolniej płynące 15 minut z całej doby.

Jezu, nie chcę Ci dawać ochłapów!